lebo35 Лев Бондаревский (lebo35) wrote,
lebo35 Лев Бондаревский
lebo35

Бруно Ясенский. Стихи.

Бруно Ясенский. ( 1901 -1939).

Стихи 20-х годов.

ДОЖДЬ.

Дождь идёт ночной порой,
На гардинах тени - танцы.
Белый шут, ночной Пьеро,
Лилии читает стансы.
Ночью...тише...не теперь...
Кто там... в брыжжах...промелькнули...
Выносили что-то в дверь...
Их шаги в коврах тонули...
Белый клоун, шут, урод,
Глупый рыцарь Беатриче,
Словно фавн, скрививши рот,
Неразборчивое кличет....
...Тише! Набежит народ!
Свет внесут, и будет поздно!...

...Монотонно дождь идёт...
...Дождь идёт капричиозно...

Motto:
"Oh, le bruits de la pluie..."
Verlain
Pada deszcz. Pada deszcz.
Tańczą cienie na firance...
Biały Pierrot, nocny wieszcz,
Deklamuje lilii stance.
Nocą... Cśśścho... Wszystko śpi...
Jacyś... w kryzach... Mrok... rozpływa...
Wynosili coś przez drzwi...
Miękkie kroki wchodzą w dywan...
Krzywy pajac, biedny klown,
Głupi rycerz Beatryczy
Twarz wykrzywił zło, jak faun,
Na podłodze siadł i KRZYCZY...
Jak chcesz wrzeszczeć - ciszej wrzeszcz!
Przyjdą ludzie!... Światło wniosą!
............................................................
Pada deszcz. Pada deszcz.
Monotonnie. Capricioso.

Tobie, Reniu
***

ПАНЕНКИ В ЛЕСУ.

Залиствился тихосонный тихолеса тихопляс
Проходили тами паненки первеснянки экстазэрки,
Нагибались, наклонялись, набирали в бонбоньерки
Жёлтатласные грибочки, что растут лишь только раз.

Опадали перволистья на воздушный креп- де-шин,
Колыхались, волновались на воланах валансьенки,
И заплакали берёзки, в кружевах демимонденки,
Заворчали злые буки, погружаясь в вечный сплин.

Залиствился, закружился, эхозвался в тихосне,
На пантофельки из плюша
Сыпал росы, как из душа,
Голоса идущих глуше
Доносились в тишине
На аллее в отдаленье, может, плач, а может, не...
***
Panienki w lesie


Zalistowiał cichosennie w cichopłaczu cicholas,
Jak chodziły nim panienki, pierwiośnianki, ekstazerki,
Kołysały się, schylały, rwały grzyby w bombonierki,
Atłasowe, żółte grzyby, te, co rosną tylko raz.
Opadały pierwsze liście na sukienki crepe de chine,
Kołysały się rytmicznie u falbanek walansjenki,
Zapłakały białe brzozy, podkrążone demimondainki
I złe buki, stare mruki, pogrążone w wieczny spleen.
Zalistowiał, zakołowiał, zaechowiał w cichośnie,
Posypały się kropelki na pluszowe pantofelki,
Zostawiły żal maleńki, zostawiły żal niewielki...
Pójdą dalej cieniem alej. Będzie płacz... a może nie...




ПРОГУЛКА.

Поёт пропеллер стихи Эредиа,
Летим, затеряны вдвоём в нигде.
И для неё я играл комедию
В экстравоздушном (вдвоём) a дe,
А солнце в души лилось экстазно,
Слова сливались в один сонет,
Но ты смотрела вполне бесстрастно
Под тангошалью сквозь свой лорнет.
Ты принимала ль меня серьёзно?
( Две лёгких складки у тонких губ).
И пел пропеллер нам Блериозно,
Ласкал нас ветер и неба глубь...
**
Spacer


Śpiew propellera do słów Heredii,
Kiedyś zgubionych w smaltowej mgle...
Grałem jej jedną z moich komedii
W ekstrapowietrznym tylko-en-deux.
Słońce do głowy biło ekstazą.
Słowa spływały w jeden refrain.
Obserwowała mnie bezwyrazo
Spod tangoszalu przez face-á-main.
Nie wiem, czy brała, com mówił, serio.
(Dwie lekkie linie w kącikach warg...)
Pod nami warczał rytmiczny Bleriot
I wiatr całował błękitny kark


ТАНГО ОСЕНИ.

Холодный день румянцем подцветив,
Бежит стернёю ветер, рыжий сеттер.
(Берёз алеея, клёнов лейтмотив).
Проходишь ты, одета в бурый свитер.

Холодный ветер с поля - в самый раз
Погоде серой, смутной - в Польше осень.
Дорогой листья пляшут па-де-грас,
По лужам их осенний гон разносит.

Сегодня дождик падал, будто мгла.
На пашне блеск воды мутностеклистый.
Вот заяц выскочил, присел- ну и дела!-
Солнечнопьяный образ футуриста.

Страшат в полях виденья голых ив,
И каждая из них- как будто веха.
(Берёз аллея, клёнов лейтмотив).
Бредёшь одна, и вовсе не до смеха.

И гордости полны движенья рук,
И столько тихой смутной катастрофы,
Когда дорогой той же после двух
Ушедших лет мои читаешь строфы.
**
Tango jesienne


Z.K.
Jest chłodny dzień pąsowy i olive.
Po rżyskach węszy wiatr i ryży seter.
Aleją brzóz przez klonów leitmotiv
Przechodzisz ty, ubrana w bury sweter.
Od ściernisk ciągnie ostry, chłodny wiatr.
Jest jesień, szara, smutna polska jesień...
Po drogach liście tańczą pas-de-quatre
I po kałużach zimny ciąg ich niesie.
Dziś upadł deszcz i drobny był, jak mgła.
W zagonach błyszczy woda mętno-szklista.
Wyskoczył zając z mchów i siadł w pół pas.
Słońcempijany mały futurysta.
Po polach straszą widma suchych iw,
A każda iwa, jak ogromna wiecha...
Aleją brzóz przez klonów leitmotiv
Przechodzisz ty samotna, bezuśmiecha...
I tyle dumy ma twój każdy ruch
I tyle cichej, smutnej katastrofy.
Gdy, idąc drogą tak po latach dwóch
Ty z cicha nucisz moje śpiewne strofy...




РЫГАЮЩИЕ ТЕНИ.

На клавишах расселись унылые бемоли,
Ужасно надоели, зевали :У-а-а..
А на столе Джоконда стояла полуголой
И требовала громко : cacao мне, chix!

За окнами аллеи желтели, осенели,
Как будто пилигримы бичующихся сект,
Лишь белые фасады безмолвно каменели,
Всегда на месте стоя, бесстрастные, correcte.

А вот сегодня пани классически беспечна,
Которая сердцами играет, как в серсо
И сдержанно и гордо,- однако, в этот вечер
Была шикарна после трёх порций кюрасо.

Как не дивиться - пани всегда была бонтонна,
И оставалась, впрочем, всегда вполне модерн.
По пятницам и средам ведь у неё в салоне
Читали Ивашкевич и Анатолий Стерн.

Я- вне таких приличных приёмов, кулуаров,
Когда тайком порхают влюблённые billet,
Но мне открыты двери в уютном будуаре
Увидеть платонично мадам dishabille.

Пускай сегодня пани - безумная весталка,
Слуга невозмутимый осмелится посметь-
Мы взапуски гоняли вперегонки по парку
И падали на лавки, запыханные в смерть.

Приглядываясь к звёздам, целующимся с нами,
В один момент, позднее десятого Клико,
Увидели внезапно всё в мире вверх ногами,
Как то порой бывает в кино Pathe & Co.

И нонсенсы плясали, безумные виденья
Той пьяной ночью, полной шампанским и игрой,
Когда в кустах виднелись рыгающие тени,
Двенадцатью лакеями несомые домой.
***

Rzygające posągi


Pani Sztuce
Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole,
Przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa...
Rozebrana Gioconda stoi w majtkach na stole
I napiera się głośno cacao-choix.
Za oknami prześwieca żółtych alej jesienność
Jak wędrowne pochody biczujących się sekt,
Tylko białe posągi, strojne w swoją kamienność,
Stoją zawsze "na miejscu", niewzruszenie correct.
Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie... niedbała...
Pani, która tak zimno gra sercami w cerceau,
Taka sztywna i dumna... tak cudownie umiała
Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curacao.
I przedziwnie, jak Pani nie przestaje być w tonie,
Będąc zresztą obecnie najzupełniej moderne.-
Co środy i piątki w Pani białym salonie
Swoje wiersze czytają Iwaszkiewicz i Stern.
A ja - wróg zasadniczy urzędowych kuluar,
Gdzie się myśli, i kocha, i rozprawia, i je,
Mam otwarty wieczorem popielaty buduar...
Platonicznie podziwiać Pani deshabille...
Ale teraz, jednakże, niech się Pani oszali -
Nawet lokaj drewniany już ośmiela się śmieć...
Dziś będziemy po parku na wyścigi biegali
I na ławki padali, zadyszani na śmierć.
A, wpatrując się w gwiazdy całujące się z nami,
W pewnycm dzikim momencie po dziesiątym Clicot,
Zobaczymy raptownie świat do góry nogami,
Jak na filmie odwrotnym firmy Pathe & Co.
I zatańczą nonsensy po ulicach, jak ongi,
Jednej nocy pijanej od szampana i warg.
Kiedy w krzakach widziałem RZYGAJĄCE POSĄGI
Przez dwunastu lokajów niesiony przez park.
Tags: Переводы., Стихи
Subscribe

  • Post a new comment

    Error

    Anonymous comments are disabled in this journal

    default userpic

    Your IP address will be recorded 

  • 2 comments